viva2002 blog

Twój nowy blog

Plany

Brak komentarzy

Nic tylko plany. Jak zrobić to, jak osiągnąć tamto. Człowiek siedzi tylko i planuje, a po co a na co a kiedy to a gdzie a chuj to z tym to, tak! A gdzie ten spontan gdzie ta werwa?! Już zapomniało się jak to nie trzeba było planować… za dużo zależności od innych, od kasy, od czasu, od własnych ambicji… a ja to bym sobie jutro na Hel popłynęła na weekend (co z tego, że jutro jest poniedziałek) tak jak kiedyś tośmy poczynili :) tak było spoko i tak być powinno. A nie tylko plany i plany… ileż można.

:)

Brak komentarzy

Bo widzicie… W zyciu zaskakujaco układa się czasem tak… Jak chcieliśmy.

Wszystko jest po prostu super :)

kiedy człowiek zastanawia się co zrobił źle? co jest nie tak i czemu czuje się tak jakby ktoś pogrzebał go żywcem. totalnie bezsilny a jednak cały czas chcący żyć. mam dziś taki dzień, w którym wątpię we wszystko co robię. mam ochotę znowu się schować i przeczekać złą passę. a jednak życie wymaga by iść na przód. wierzyć, że kolejny dzień odmieni los i że to działanie, które zostało podjęte zaowocuje wreszcie i przyniesie satysfakcję.
może kiedyś…

i znów mam nogi jak z waty. prawo jazdy zrobione w… czekajcie… ww… hym… www… 2005 roku? tak ?? noo 8 lat temu :P prawie ;) ale do wakacji zostało już niewiele czasu. aaa ja… no cóż :P nie powiem. masterem szos nigdy nie byłam. raz to przez brak możliwości a dwa przez mój temperament… i tak moja przygoda z autem miała urlop dziekański aż do… niedawna. otóż to mój biedny życiowy partner, pokrzywdzony rolą szofera i niepijącego podpieracza ścian na imprezach zachęcił mnie do tego abym znowu zasiadła za kółkiem automobilu :P strach mnie blady obleciał :P
przecież ja nie jeździłam… ok 7 lat?? i to jeszcze z manualną skrzynią biegów. zwariował – pomyślałam. ale nie :P nie było tak źle, poza moim stresem i 40 km/h podczas jazdy wszystko było ok :P nawet dzisiaj, gdy zadowolonego Michała odwiozłam do domu :P zaparkowałam tyłem mimo tego, że wkopałam się jeszcze w zaspę :P OoO :P tak mi poszło !!! :D peeełna radocha :D

Święta.

Brak komentarzy

już dawno nie czułam się taka szczęśliwa z powodu świąt :) nie ma żadnej spiny. mimo problemów na głowie jest spokój w sercu. w domu rodzice zachowują się normalnie. w tym roku chciałam być w domu na święta. i było to dla mnie jak najbardziej naturalne odczucie. w głowie mam spokój. wiem, co trzeba zrobić. nie wiem jeszcze jak – ale wiem gdzie zmierzam. najśmieszniejsze jest, że wiele rzeczy wspólnie przychodzą do głowy i mimo tych wszystkich szaleństw jakie chciałabym wykonać, zaliczyć, odkreślić… to jakoś to wszystko schodzi na drugi plan. bo szaleństwa można przecież realizować wspólnie ? co nie :) najważniejsze, że myśli się o podobnych szaleństwach :D haha
najgorsze jest, że w sumie jest u mnie wszystko tak dobrze, że nie mam o czym smęcić, więc nie mam o czym pisać ;)
także to na tyle :)

Pozdrawiam,

Ważę tonę…

4 komentarzy

i leże na dnie. Na dnie własnego mniemania, własne samooceny. Leżę i patrzę. i tak pluję sobie w twarz. Gdzie uciekł mi ten czas – na co ja go zmarnowałam? na co ja go przeznaczyłam? gdzie go posiałam? gdzie go podziałam? dlaczego?

 

dziś leżę na dnie i chcę się z niego podnieść. wbrew temu wszystkiemu co nadal na mnie spada. mój brak wiedzy, mój strach, moja chęć ucieczki… moja chęć schowania się przed wszystkim, ciągłe wymaganie od siebie więcej… a ja nadal leżę. w głowie świta myśl… jestem na dnie, chcę się od niego odbić, ale od czego zacząć? jak zacząć? jak? skoro jest tyle braków, tyle niedociągnięć… tyle wszystkiego co mnie we mnie wqrza, z czym nie mogę sobie do tej pory poradzić… tyle pytań, tyle niewiadomych… a ja czuję się głupia, beznadziejna i bez celu. tak właśnie… szukam siebie. bez celu. nie mam celu. bo moje wszystkie cele gdzieś uciekły. ja nie umiem ustanowić swojego dobra jako cel sam w sobie. a wszystko inne co kiedyś było moim celem uciekło. zniknęło. nie ma tego. nie ma. i co gorsza… nie umiem znaleźć celu. bo co to za cel mieć pracę? no spoko, mieć pracę by mieć pieniądze… wielu by tak powiedziało… bo pieniądze są potrzebne… a gdy pieniądz nie stanowi dla mnie celu?

właśnie do mnie dotarło… że jak zawsze chce być idealna w oczach wszystkich. chce by każdy był zadowolony i chce spełniać wymagania innych. qrwa mać !! nie rozumiem siebie – czemu czemu czemu czemu??

 

aaaaaaaaaaaaaaaaa!!! dziś mam okropny dzień. masakra – wszystko jest na opak na wspak nie tak. a to wszystko tylko i wyłącznie moja wina. i im bardziej sobie to uświadamiam, tym bardziej się złoszczę. chyba potrzebuje time out’u żeby sobie to wszystko poukładać. żeby przemyśleć. żeby wreszcie porządnie zacząć od nowa, a nie od półśrodków. a nie od połowy nowa. OD NOWA. od zera. i wreszcie wybrać moją ścieżkę.

analizując swoje zachowanie zauważyłam ile mi pozostało z Ciebie. ile słów, zachowań… na każdym kroku widzę to jak wiele pozostało z Ciebie we mnie. i nie jestem z tego powodu zła, nie chcę się tego pozbyć. uwżam, że czyni mnie to piękniejszą, silniejszą i bardziej wartościową. Nie wstydzę się czasu jaki mieliśmy dla siebie, tych wszystkich łez, uśmiechów. Słów czasem gorzkich, ciężkich, ale i słów które niosły za sobą mądrość i doświadczenie. Słów, które budowały nas takich jakimi jesteśmy teraz.

Dzięki temu jak było między nami, ja teraz jestem lepszą osobą i cieszę się z tego powodu, bo jest mi dużo łatwiej. 
Każde z nas wyszło z naszego związku jako lepszy człowiek i ma szanse aplikować to w dalszym życiu.
Tylko w naszych rękach leży teraz kwestia w jaki sposób to wykorzystamy…
Dziękuje.

wszystko jest kolorowe, radosne i jakby nierealne… your kiss, your smile… ta piosenka i wszystko wydaje sie inne.

dziś świeci słońce i niebo jest niebieskie, plaża i gorący piasek, a frisbee jest turkusowe :)
uśmiech :) 
tyle wystarczy :)

przedwczoraj doznałam olśnienia… szłam a  w mojej głowie układały się wersy… spontanicznie. Byłam smutna, a one same do mnie przyszły…

nie widzę Cię już z okna autobusu.
czar prysł i rozsypał się po kątach.
gdzie Ty i ja,
ramię w ramię, twarzą w twarz.
ścigając nasze marzenia.
i puff… jak zawsze gdzieś uciekly po wejściu do domu, znikneły i schowały się w mojej głowie.
Bo tak.

czasami dobrze jest zrobić krok w tył, zatrzymać się i przeanalizować sytuację. pozwolić sobie na zmianę perspektywy. inny kąt patrzenia… by dojrzeć prawdę. taką, którą znało się od dawien dawna, ale nie spodziwało się, że tak jest w rzeczywistości. dopiero teraz doceniam to było kiedyś w perspektywie tego co jest teraz. nigdy nie ma na co narzekać, nigdy nie ma czego załować. czasami krok w tyl pozwala nam na zebranie się na odwagę i ponowną walkę w imię tych wartości, co do których straciło się wiarę. 

Każda decyzja niesie za sobą konsekwencje nieważne czy dobre czy złe… każde uczą i przynoszą na swój sposób korzyści.
Ja podjełam swoje decyzje, nie zawsze wiążące się z aprobatą innych, ale w tym moja siła, że w nich trwam i dzięki nim rozwijam siebie… mam cel. nie jeden. ale ten jest najważniejszy. chociaż z dnia na dzień mam wrażenie, że moje szanse na jego realizację maleją… postaram się dopiąć swego i na swój sposób go osiągnąć. 
jednak to wszystko co się teraz dzieje i tak sprawia mi wrażenie, jakbym była zawsze krok z tyłu, za wszystkimi, wiecznie spóźniona…
pora by i to obrócić na swoją korzyść.
I wreszcie pójść dwa kroki do przodu i wyprzedzić wszystkich.

  • RSS